Pożegnanie wychowawczyni

Pożegnanie Wychowawczyni
ŚP Honoraty Weredy

Pani Profesor!

Nasza Pani Profesor, wychowawczyni, nauczycielka matematyki, nauczycielka życia.

      Oj nie miała Pani z nami lekko, nie miała… Ani my z Panią… Chciała nam Pani przekazać wszystko, całą wiedzę, chciała nas Pani wyposażyć
na życie we wszystkie matematyczne talenty, które sama posiadała. Dlatego właśnie nie mieliśmy z Panią lekko…. I chociaż upłynęło 35 lat, to wciąż
dobrze pamiętamy Pani zaangażowanie, pracowitość, pamiętamy te trudne klasówki, niezapowiedziane kartkówki, próbne matury.
Pamiętamy, jak zapisywała Pani wzorami i rozwiązaniami dwie wielkie tablice w klasie, a gdy na nich brakowało już miejsca, to i ścianę… Wspominamy Pani wysuszone od kredy i gąbki dłonie… drżące dłonie w nieustannym ruchu, wspomagające wykład, jakby próbowały układać wiedzę w tych naszych pustych głowach. Dziś wiemy, że postawiła nam Pani Profesor bardzo wysoko poprzeczkę, kazała nam Pani równać do najlepszych w klasie, nie było mowy o obniżeniu poziomu. I dziś wiemy, że to było dobre, choć trudne. „Per aspera ad astra” czyli „Przez trudy do gwiazd” – zdaje się, że tę właśnie zasadę filozoficzną zaordynowała nam Pani Profesor i dziś jesteśmy za to wdzięczni – choć wtedy sarkaliśmy.

A nie miała Pani z nami lekko … Trzydzieści trzy indywidua, każdy inny, niespokojne, wiecznie roześmiane, drwiące, kpiące, pytające, we wszystko wątpiące nicponie… niesforna klasa A, dyżurny przedmiot utyskiwań „na tą dzisiejszą młodzież” w pokoju nauczycielskim. Wciąż przysparzaliśmy kłopotów sobie,
a przy okazji też i Pani – jako naszej wychowawczyni. Zbiorowe wagary, niepoprawne politycznie gazetki i kabarety, samowola, niewłaściwe stroje, fryzury i zachowania… I jak tu takich gamoni nauczyć całkowania, pierwiastkowania, macierzy i geometrii. Wypadałoby przeprosić Panią Profesor za to wszystko… Ale ilekroć to czyniliśmy, zawsze mówiła Pani, że woli takich niesfornych urwipołciów, niż tych innych – ugrzecznionych, cichych.

A pamięta Pani Profesor? – spotykaliśmy już po skończeniu liceum wiele, wiele razy. Na każde spotkanie klasowe zapraszaliśmy Panią Profesor
i zawsze Pani to zaproszenie przyjmowała… i zawsze, gdy próbowaliśmy się jakoś tłumaczyć, to machała Pani tylko ręką i uśmiechała się… może
do wspomnień…? Wiele było tych spotkań i chociaż przybywaliśmy na nie coraz starsi, wykształceni i na stanowiskach, to wszyscy my – prezesi, dyrektorzy, nauczyciele, specjaliści, oficerowie, inżynierowie, księża… wszyscy nagle stawaliśmy się w Pani obecności uczniakami jakbyśmy znowu wrócili do szkoły. Spotykaliśmy się z Panią Profesor jako cała klasa wiele, wiele razy… ostatni raz latem ubiegłego roku… I to spotkanie okazało się być ostatnim… Jak to dobrze, że ono się odbyło, dobrze, że jeszcze zdążyliśmy znaleźć Panią Profesor w niezłym zdrowiu, przydać Jej trochę uśmiechu, zrobić pamiątkowe zdjęcia i jeszcze raz, już przedostatni – podarować kwiaty.

Dziś Panią Profesor żegnamy na zawsze, ale z wdzięcznością za trud włożony w naszą edukację i wychowanie, z podziękowaniem za wyposażenie nas
w kapitał wiedzy i etyki.

Patrzy Pani teraz na nas z niebieskich łąk świadoma naszej dla Pani wdzięczności, ale i naszych wobec Pani przewin. Patrzy Pani i uśmiecha się …, bo tam, wysoko, Niebiosa obdarzyły Pani Duszę tą cudowną wyrozumiałością i miłością do wszystkiego, co się Jej w życiu zdarzyło, bo się zdarzyć miało… i do wszystkich ludzi, których na swej drodze Spotkała, bo ich spotkać miała…

Jesteśmy Bogu wdzięczni za to, że na naszych ścieżkach życia mieliśmy szczęście spotkać Panią Profesor, niezrównaną nauczycielkę matematyki
i nauczycielkę życia.

 

Absolwenci  1985   klasa A